Odwaga zaufania

Spotkanie z Natalią #3

Scena z Ewangelii - Jezus kroczący po jeziorze. Po prawej stronie łódź z  uczniami.

Rozważane fragmenty:

  • Tułasiewicz Natalia, Być poetką życia. Zapiski z lat 1938–1943, Wydawnictwo Flos Carmeli, Poznań 2020, s. 465-466.
  • Ewangelia według św. Mateusza 14, 22-36.

Są pytania, na które chcielibyśmy jak najszybciej poznać odpowiedź. Co przyniesie przyszłość? Czy podejmowana dziś decyzja okaże się słuszna? Czy wszystko dobrze się ułoży? Wydaje nam się, że gdybyśmy tylko poznali odpowiedzi, w sercu zapanowałby pokój. Tymczasem Ewangelia i zapiski bł. Natalii Tułasiewicz prowadzą do zupełnie innego odkrycia. Bóg nie odpowiada na wszystkie pytania o przyszłość. Daje człowiekowi coś większego – swoją obecność.

Jest 7 sierpnia 1943 roku. Natalia przebywa z rodziną w Rembertowie. Trwa wojna. Docierają kolejne wiadomości z frontu. Natalia zapisuje z nadzieją, że być może po powrocie do Warszawy usłyszy coś pewniejszego. Niepokoi ją jednak nie tylko wojna. Czeka również na wiadomość, od której zależą jej dalsze losy – nie wie jeszcze, kiedy wyjedzie do Niemiec. Pisze:

„Żyję w prawdziwym napięciu uwagi i ciekawości. Już dawno przyszłość moja nie stała w takim stopniu pod znakiem zapytania, jak właśnie teraz.”

W dalszej części ciężar jej zapisków przesuwa się w zupełnie inną stronę. Nie znika niepokój. Nie pojawiają się odpowiedzi. Pojawia się natomiast pragnienie, które okazuje się ważniejsze od wszystkich pytań. Natalia pisze:

„Tak bardzo potrzeba mi kilku naprawdę cichych dni skupienia. […] trzeba mi wsłuchać się czujnie w głos wnętrza, abym szła drogą Pańską, nie swoją.”

Najważniejsze staje się już nie to, co przyniesie przyszłość, ale to, by umiała rozpoznać wolę Bożą i miała odwagę za nią pójść. 

Podobną drogę ukazuje także rozważany fragment Ewangelii. Jezus najpierw odchodzi na górę, aby się modlić. Dopiero potem przychodzi do uczniów zmagających się z burzą. Uczniowie nie rozpoznają Go jednak. Lęk sprawia, że zamiast Jezusa widzą zjawę. Dopiero Jego głos rozprasza strach: „Odwagi! Ja jestem, nie bójcie się!” Nie zmieniają się jeszcze okoliczności zewnętrzne – ani wiatr, ani fale. Zmienia się coś ważniejszego – uczniowie odkrywają, że Jezus jest z nimi.

Piotr odpowiada na to zaproszenie. Wychodzi z łodzi i idzie w stronę Jezusa. Dopóki patrzy na Niego, idzie po wodzie. Tonąć zaczyna dopiero wtedy, gdy bardziej niż na Chrystusa patrzy na wiatr. Jak często podobnie dzieje się w naszym życiu. Choroba, lęk, niepewność czy własne błędy potrafią przesłonić Tego, który jest bliżej, niż przypuszczamy.

Piotr nie próbuje ratować się sam. Woła tylko: „Panie, ratuj mnie!” Ewangelista zapisuje wtedy jedno słowo, którego łatwo nie zauważyć – „natychmiast”: „Jezus natychmiast wyciągnął rękę i chwycił go (…).” Najpierw go podnosi, dopiero później pyta o zwątpienie. Tak właśnie objawia się Boże miłosierdzie. Jezus wyciąga rękę. Człowiek nie musi udowadniać swojej siły. Potrzebuje jedynie serca, które zaufa i pozwoli się podnieść.

Czytając kolejne zdania zapisków Natalii, trudno nie odnieść wrażenia, że ona również dobrze zna tę wyciągniętą rękę Chrystusa. Z niezwykłą szczerością opisuje swoje ludzkie przywary. Nie pomija popędliwości ani irytacji z byle jakiego powodu. Przyznaje, że wobec brata powiedziała „po prostu grubiaństwo”. Nie usprawiedliwia siebie. Uznaje swoją winę i zapisuje: „Przeprosiłam go serdecznie…”

Kilka zdań później odsłania źródło takiej postawy: 

„Ale ufność moja jest i musi być stokroć większa od moich przewinień, i dlatego błędy moje pchają mię w ramiona Boże jeszcze zapamiętalej (…).” 

W tych słowach kryje się serce jej duchowości. Natalia nie lekceważy swoich błędów ani ich nie usprawiedliwia. Patrzy na nie w prawdzie, ale jeszcze bardziej ufa Bożemu miłosierdziu. Wie, że człowiek nie zbliża się do Boga dlatego, że jest bezbłędny, lecz dlatego, że pozwala się Mu prowadzić mimo własnej niedoskonałości. Dlatego może z dziecięcą ufnością napisać: 

„Choć mogę być pewna, że jutro i pojutrze potknę się znowu niebacznie, ufam jak dziecko, że Pan mię nie opuści. On przecie wie, jak w trudzie rzeźbić muszę Boże w sobie oblicze.” 

To jeden z najpiękniejszych obrazów Boga w jej zapiskach. Nie Boga, który zniechęca się ludzką słabością, lecz cierpliwego Ojca. Wie, jak cierpliwie kształtować w człowieku swoje oblicze i prowadzić go do świętości.

To właśnie dlatego świadomość własnej kruchości nie zamyka Natalii w sobie, ale prowadzi ją jeszcze głębiej w ramiona Boga. Tam nawet własne potknięcia stają się drogą do jeszcze większej ufności. Jest wdzięczność. Jest uwielbienie. Z serca, które od dawna należy do Boga, nieustannie płynie pieśń wdzięcznego uwielbienia:

„Serce moje śpiewa Panu ciągle: że tak dobry jest dla mnie i pełen miłosierdzia.”


Na drogę…

  • Jakie „fale” najbardziej odwracają mój wzrok od Chrystusa? 
  • O co ostatnio prosiłam/-łem Boga – o zmianę okoliczności czy o serce gotowe iść Jego drogą? 
  • Którą moją słabość najtrudniej jest mi dziś oddać w ramiona Boga? 
  • W jakim miejscu mojego życia Jezus mówi do mnie: „Przyjdź”, a ja wciąż pozostaję w swojej „łodzi”?

Do kolejnego Spotkania z Natalią!

Niech te słowa dojrzewają w Twoim sercu i codzienności.