Oczekiwać w pokoju
Spotkanie z Natalią #4

Rozważane fragmenty:
- Tułasiewicz Natalia, Być poetką życia. Zapiski z lat 1938–1943, Wydawnictwo Flos Carmeli, Poznań 2020, s. 189-192.
- Ewangelia według św. Jana 2, 1–11.
„Nie mają już wina” – mówi Maryja do Jezusa podczas wesela w Kanie. To krótkie zdanie można czasem wypowiedzieć także nad własnym życiem. Brakuje siły, zdrowia, bliskości, poczucia bezpieczeństwa. Kończy się relacja, rozpada się plan, przyszłość przestaje wyglądać tak, jak ją sobie wyobrażaliśmy. Maryja nie podpowiada Jezusowi rozwiązania. Zauważa brak i przynosi go do Niego. Wiara nie wymaga przecież udawania, że nic się nie stało. Pozwala nazwać stratę, przeżyć jej ból i powierzyć ją Bogu.
31 sierpnia 1940 roku, w przededniu pierwszej rocznicy wybuchu wojny, Natalia Tułasiewicz zapisuje: „Rok wojny, a ileż zmian! Straciliśmy dom, wszystko, co człowiek otaczał opieką, do czego się sercem przywiązał. Straciliśmy Ojca. Więcej, straciliśmy ojczyznę”.
Nie były to pierwsze trudne doświadczenia w jej życiu. W młodości zmagała się z chorobą i długim leczeniem. Później przeżyła bolesną historię miłości i decyzję, by nie związać życia z ukochanym mężczyzną. A jednak pośród kolejnych strat potrafi napisać: „Dziś kocham życie jeszcze więcej, niż kochałam je dotychczas. Kochałam je zawsze w Bogu, dziś je pragnę w pewnym sensie zwyciężyć w Bogu”.
W Kanie Maryja wypowiada jeszcze jedne słowa: „Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie”. Chwilę później Jezus każe sługom napełnić wodą sześć kamiennych stągwi. Polecenie może wydawać się niezrozumiałe – problemem jest przecież brak wina, nie wody. Słudzy jednak robią to, co powiedział Jezus, i napełniają stągwie aż po brzegi. Nie wiedzą jeszcze, co się wydarzy. Nie znają sensu swojego działania ani jego owoców. Po prostu odpowiadają na słowo Chrystusa.
Wiara czasem właśnie tak wygląda. Nie zawsze otrzymujemy odpowiedź na pytanie, dlaczego coś się wydarzyło i co będzie dalej. Pozostaje jednak to, co można zrobić dzisiaj: modlitwa, wierność swoim obowiązkom, troska o drugiego człowieka, przebaczenie, uczynienie dobra. Nie trzeba znać całej drogi, aby zrobić kolejny krok. Słudzy w Kanie nie potrafili przemienić wody w wino. Ich zadaniem było napełnić stągwie. Przemiana należała do Boga.
W tym świetle szczególnego znaczenia nabiera odpowiedź, której szesnastoletnia Natalia udzieliła sobie kiedyś na pytanie: „Po co żyć?”. Odpowiedziała: „Aby drugim czynić dobrze”. Nie wiedziała jeszcze, jaka będzie jej droga. Wiedziała jednak, co może zrobić z dniem, który został jej dany. Z czasem odkrywała także, że „(…) wszystko na świecie poza Bogiem ma wartość względną: miłość, zdrowie, stanowisko, uznanie, wiedza, środowisko, majątek, uciechy – wszystko, wszystko”.
„Wartość względna” nie znaczy: nieważna. Miłość, zdrowie, dom, rodzina czy przyjaźń są prawdziwym dobrem i dlatego ich utrata boli. Nie są jednak dobrem ostatecznym. Nie mogą dać człowiekowi tego, co może dać tylko Bóg. Natalia sama wyjaśnia źródło swojej postawy: „Przekonałam się, że to, co miałam jako ostateczny ideał w duszy, miłość Boża, tak poszerza serce, iż żaden cios złamać go nie może”. Nie jest to więc opowieść o sercu, które przestało cierpieć. Raczej o sercu, które mimo cierpienia nie przestało kochać.
Najmocniej widać to w słowach zapisanych przez Natalię w 1940 roku: „Spodziewam się po najbliższych dwóch latach bardzo zasadniczych zmian, a oczekuję ich w pokoju”. Trwa wojna, Natalia straciła dom i ojca, nie wie, co przyniosą następne miesiące i nie ma żadnej gwarancji, że będzie łatwiej. A jednak na to, co ma nadejść, czeka w pokoju. Nie dlatego, że wie, co będzie, ale dlatego, że wie, Komu może powierzyć to, co będzie.
Właśnie tutaj doświadczenie Natalii szczególnie mocno łączy się z tym, co wydarzyło się w Kanie. Słudzy także nie znali zakończenia. Najpierw usłyszeli słowo Jezusa i odpowiedzieli na nie zaufaniem, a dopiero potem zobaczyli przemianę wody w wino. Święty Jan nazywa to wydarzenie „początkiem znaków” i dodaje, że Jezus objawił swoją chwałę, a uczniowie uwierzyli w Niego. Nie chodzi więc tylko o rozwiązanie kłopotu weselników. Znak prowadzi do Chrystusa i do wiary w Niego.
Chrześcijańska nadzieja nie jest obietnicą, że Bóg odda nam wszystko, co straciliśmy, ani że przyszłość ułoży się zgodnie z naszym planem. Jest zaufaniem, że również wtedy, gdy nie rozumiemy drogi, Bóg pozostaje wierny i prowadzi człowieka ku sobie. Można więc nie znać przyszłości, a jednak nie patrzeć na nią wyłącznie z lękiem. Można nie wiedzieć, jak Bóg poprowadzi dalej, a mimo to napełniać swoje stągwie – zrobić dzisiaj ten krok, który jest w naszym zasięgu, i resztę powierzyć Bogu.
Na tym właśnie polega oczekiwanie w pokoju: nie na pewności, co się wydarzy, ale na zaufaniu Temu, któremu powierzamy to, co będzie.
Na drogę…
- Jaki brak w moim życiu chcę dziś powierzyć Jezusowi?
- Do czego Jezus zaprasza mnie dzisiaj i jak mogę odpowiedzieć Mu z zaufaniem?
- Co pomaga mi ufać Bogu, kiedy życie układa się inaczej niż planowałem?
- Co oznacza dla mnie dzisiaj „oczekiwać w pokoju”?
Do kolejnego Spotkania z Natalią!
Niech te słowa dojrzewają w Twoim sercu i codzienności.
